Naszła mnie smutna refleksja.
Świat jest chujowy. Conajmniej. Dawno, daaawno temu na topie był
rap. Wszyscy się jarali. Było fajnie i w ogóle. Prawie wszyscy się
cieszyli. Kto się nie cieszył? O tym zaraz.
Teraz kolej przyszła na reggae i ragga. Teraz to jest na topie.
Wszyscy się jarają. Jest fajnie. Jest fajnie? Fajnie?! Nie jest
fajnie! Bo taki buc jeden z drugim posłucha sobie kilku kawałków
NDK, czy tam Jamala i myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. No
litości. Spytaj się go, co to jest soundsystem, albo Dj, albo
selektor. Jak będzie wiedział, to znaczy, że ktoś już wcześniej go
tym zagiął i poszperał w necie. Ale jak już się spytać o rastafrai
(no bo na pewno nie rastafarianizm) to znowu blednie.
Rzuci na odchodne "chujowy jesteś" bo to będzie wszsystko, co będzie
w stanie wykrztusić z siebie. Ragga jest na topie. Fajnie?
Bynajmniej. Bo pełno będzie kiepskiego gówna. Już się zaczyna
zresztą, vide Nowator i Lerek oraz "Ich Panienka." Jeśli to jest
dancehall to Lepper ma maturę (Chociaż o to może być możliwe,
przecież Giertych to jego dobry kolega :-) .
Mało tego. O innych wykonawców pytając podpisujesz na siebie wyrok.
Bo ludzie zaczną mówić, że chujowej muzy słuchasz. Bo oni nie znają.
Jak oni nie znają, nikt nie zna. Więc co to za podziemnie gówno?
Dając na tacy Sizzla, Beenie Man czy Elephant Mana jesteś chujowy.
Bo oni nie słyszeli. Dając na tacy NDK, Jamala a z zagranicy Sean
Paula czy Boba Marleya(z całym szacunkiem dla niego. To świetny
artysta.) jesteś na topie. Marley się w grobie musi przewracać
widząc co się dzieje...
Wszyscy się cieszą. Prawie wszsycy. Kto się nie cieszy? Ci, którzy
wcześniej tej muzyki słuchali. Którzy mają jakieś pojęcie o tej
muzyce, ale i tak wyjdą na chujowych, bo nie słuchają, tego ragga,
które na Vivie jest. Ja osobiście rok już reggae/ragga/dancehallu
słucham. Ale i tak się jakoś specjalnie nie wymądrzam. A buc mnie
pojedzie. Bo Sizzla w głośnikach. Smutne? Niewyobrażalnie, jak dla
mnie...